Byliśmy wszędzie

Byliśmy wszędzie!

To oczywiście przesada, ale gdy wspomnę rozpiętość podróży po finałach światowych Odysei Umysłu 2018, chcę jako trener najwspanialszych drużyn na świecie napisać tak: Byliśmy w Stanach, prawdziwych Stanach Zdumienia!

Naszą wyprawę umożliwiło wiele osób oraz firm. Pragniemy im podziękować – bez nich nie byłoby tej relacji ani tytułu laureata międzynarodowego projektu edukacyjnego. Bez nich Odyseja Umysłu byłaby zdecydowanie za krótka.

Jeszcze raz dziękujemy!

https://www.youtube.com/watch?v=hr9G5aDKW_Q&feature=youtu.be

Jak to się zaczęło?

Zaczęło się niepozornie, w murach VLO, gdy w połowie września zawiązała się, jak zwykle spontanicznie, praktycznie bez rekrutacji, z inicjatywy uczniów, drużyna Odysei Umysłu. Jak w poprzednim roku nazwaliśmy ją ROAR Theatre.

Jak przystało na uczniów z Piątki, wybraliśmy problem Piąty. Dość intensywna praca zaowocowała przejściem etapu regionalnego, a następnie ogólnopolskiego na I miejscu. Kolejne wyzwanie postawiły przed nami Stany. Scenariusz zmienił się pod kątem prezentacji przed innym odbiorcą, tłumaczenie wymusiło kolejne próby sceniczne, musieliśmy też popracować nad modyfikacjami scenograficznymi oraz rozbudową głównych jej elementów. Kolejny, już trzeci z rzędu, skok o poziom wyżej.

Udało się. Jesteśmy gotowi. Rozpoczyna się odliczanie do występu.

19.o5.2018 – dzień przed wylotem do Iowa, Ames na finały światowe Odyssey of the Mind.

Na zdjęciu przed zabytkową aulą, już spakowani, zmęczeni przygotowaniami, ze scenografią podzieloną między największe gdańskie walizki, jakie udało się znaleźć…

Dzień zero – poniedziałek 21.05.2018

Chicago powitało nas chłodno. 6 stopni na plusie nie zachęcało do dłuższego zwiedzania. Krótki spacer brzegiem Jeziora Michigan bardziej przypominającego morze, rzut oka na Cloud Gate – nietypową lustrzaną fasolkę zaprojektowaną przez Anisha Kapoora, parę pamiątkowych zdjęć i już wsiadamy do auta. Trzeba ruszać dalej. Przed nami najważniejsze zakupy w USA – Walmart, Theisen’s i Menards’, w których szukamy drewna i materiałów dekoracyjnych na główną scenografię, zbyt dużą, żeby zabrać ją z Polski.

Dzień pierwszy i drugi – wtorek i środa 22-23.05.2018

Na Iowa State Campus docieramy jako pierwsi z wszystkich drużyn, które zarejestrowały się na finały światowe i od razu startujemy w wyścigu do pokoju montażowego. Łatwo nam w tym wyścigu wygrać, wszak jesteśmy w campusowym miasteczku… pierwsi.

Po raz trzeci, tym razem za Wielką Wodą rozpoczynamy budowę naszego Odysejowego boxu – kluczowego elementu scenografii. Naprawiamy mocno nadwyrężoną podczas długiego lotu kukłę, sklejamy misterne kamikary, zdobimy kostiumy. Poza pracą mamy czas jedynie na posiłki i sen.

Dzień trzeci – czwartek 24.05.2018

Co jakiś dotrzymuje nam towarzystwa drużyna kumpelska z Jenks, Oklahoma. To dzięki nim nie musimy dźwigać ciężkiej scenografii na plecach w dniu występu – Melissa Rickman z mężem, wieloletni trenerzy Odysei Umysłu i ludzie o wielkich sercach zapewniają nam transport wszystkich największych elementów – pakujemy do przyczepki box, trzymetrową kukłę i kostium Czarka, który ledwo mieści się gabarytowo wewnątrz pokaźnego amerykańskiego wehikułu.

 

Dzień czwarty – piątek 25.05.2018

Zadania spontaniczne poszły… spontanicznie. Była nawet chwila na uwiecznienie na zdjęciu gdańskiej flagi. Później okazało się, że punktacja z tej części konkursu była bardziej niż zadowalająca.

Dzień szósty – sobota 26.05.2018

You’re scary… scary but cool!

Takimi słowami powitali nas widzowie tuż przed występem. Scenografia i makijaże zwracały powszechną uwagę. I choć organizatorzy wyznaczyli nam scenę z niespodzianką w postaci olbrzymiej konsoli na stałe przytwierdzonej do środka podłogi, która jak ofoliowana niebieska wyspa psuła wizualny efekt przedstawienia, choć w trakcie występu złamała się nasza rekwizytorska duma – ponad trzymetrowa kukła, najwyraźniej uszkodzona podczas transportu przez ocean w ciasnych walizkach, choć ledwo zmieściliśmy się na scenie, jakość występu okazała się wystarczająca, żeby pozostawić sędziów i widownię w Stanie Zdumienia. Z jedną z najwyższych światowych punktacji za przedstawienie i drugą na świecie punktacją za styl opuszczamy budynek sceniczny. Nie pozostaje nic innego jak czekać na oficjalne wyniki, tradycyjnie przedstawiane na gali finałowej.

Niestety nawet najwspanialsze scenografie najczęściej giną na śmietniku historii. Amerykański kontener pochłonął dzieło naszych rąk i efekty wielomiesięcznej pracy, która ze względu na wysokie koszty i brak miejsca na przechowywanie została uwieczniona wyłącznie na zdjęciach.

Dzień siódmy – niedziela 27.05.2018

Na zdjęciu z pucharem, zrobionym w campusowym budynku, wyraźnie widać tygodniowe zmęczenie. Chcemy tylko spać. Przed nami pakowanie walizek, tym razem zamiast scenografii zmieszczą jeden z cenniejszych pucharów dla naszej szkoły.

Dzień ósmy, dziewiąty i dziesiąty – poniedziałek, wtorek, środa 28-30.05.2018

Wsiadamy do samolotu, ale to nie koniec naszej podróży. Nadszedł czas na co prawda bardzo budżetowy, ale dla nas i tak bardzo wyczekiwany krótki wypad do kilku wybranych miejsc w USA. To nasza nagroda za całoroczną pracę.

Przygodę rozpoczynamy krótką wizytą w Las Vegas oraz obowiązkowym rzutem oka na Wielki Kanion. Po drodze nie zapomnieliśmy wyskoczyć na chwilę nad sławną Zaporę Hoovera, zbudowaną w I poł. XX wieku w Czarnym Kanionie na rzece Kolorado. Nawet dziś wciąż robi wrażenie, również z powodu lokalizacji.

Dzień jedenasty, dwunasty – czwartek, piątek, 31.05-01.06.2018

Kolejnym przystankiem w naszej podróży było Los Angeles, miasto tak filmowe, że nawet stacje metra noszą ślady kamer. Słynna Aleja Gwiazd zaskakuje nas procesem niszczenia, jakiemu podlegają chodnikowe płyty. Nikt nie przejmuje się brzydotą Hollywood Boulevard, najbardziej znanej gwiazdorskiej ulicy. Zaciekawiają nas odcisku dłoni i butów przed Teatrem Chińskim. Znajdujemy ślady takich sław jak Harrison Ford czy Marylin Monroe.

Obowiązkowo jedziemy też do Griffith Obserwatory. To stamtąd spoglądamy na napis HOLLYWOOD widoczny na wzgórzach LA. Wydaje się nam znacznie mniejszy niż zapamiętaliśmy to ze zdjęć i filmów.

Postanawiamy też zapuścić się na obrzeża miasta, aby przejść wzdłuż Great Wall of Los Angeles, najdłuższego muralu przedstawiającego historię Stanów Zjednoczonych. Stworzony przez artystę Judith Baca z pomocą 400 miejskich artystów, przedstawia historię Ameryki i Kaliforni.  Mural powinien być obowiązkowym przystankiem w podróży każdego, komu bliska jest sztuka uliczna i kto lubi wyjść poza Momę, Lacmę czy Muzea Historii Naturalnej.

Docieramy też do najsłynniejszej dzielnicy Los Angeles, Beverly Hills. Nie decydujemy się na drogą wycieczkę autokarem między najokazalszymi domami gwiazd, na które polują paparazzi. Posesje otoczone szczelnymi ogrodzeniami, obmurowane, obwarowane kamerami i pilnie strzeżone przez pracowników ochrony pozostawiamy innym urlopowiczom. Przeskakujemy na Rodeo Drive i pędzimy nad Ocean Spokojny, żeby zdążyć na zachód słońca i na… ostatni autobus jadący w kierunku naszego hotelu.

Dzień trzynasty, czternasty – sobota, niedziela, 02-03.06.2018

Ostatnie dni spędzamy w San Francisco, mieście 42 wzgórz. Zachwyca nas położeniem, architekturą, niestety zwalają nas z nóg także ceny. Gdzie jesteśmy w stanie, docieramy pieszo, aby nie nadwyrężać i tak szczupłego studenckiego budżetu. Chude portfele nie odbierają nam ani odrobiny radości płynącej ze spacerów po nabrzeżu. Tu błękit wody przypomina nasze rodzime miasto, jest tylko zdecydowanie bardziej błękitny. Tu trener musi wybijać z głowy Odyseuszom poruszanie się po górzystym mieście miejskimi rowerami z niewystarczającą ilością przerzutek. Tu chcemy wrócić.

Na jednym ze spacerów szukamy też urokliwych Painted Ladies, szeregu niewielkich domków, stanowiących przykład ozdobnej wiktoriańskiej architektury. Nie wszystkie budynki w San Fran są równie delikatne pod względem urody, jednak niezmiennie zwracają uwagę przechodniów.

Energicznie wdrapujemy się też na wzgórze Twean Peaks, nie mające nic wspólnego ze znanym filmem Davida Lyncha. Wzgórze jest niesamowicie widokowe i jeszcze bardziej wietrzne. Uciekamy, licząc że po drodze nie odfruniemy w kierunku Golden Gate.

….

Przyglądamy się z daleka więzieniu Alcatraz, położonemu na wyspie San Francisco. Obecnie to muzeum, do którego można zajrzeć po krótkim rejsie statkiem. Nie mamy tyle czasu na zwiedzanie. Udajemy się dalej.

Choć Park Narodowy Yosemite nie jest w zasięgu komunikacji miejskiej, nie wahamy się spędzić po 5 godzin w autokarze w każdą stronę. Dotknięcie sekwoi i widoki na Yosemite Valley są warte każdego kilometra przejechanego w niewygodnej pozycji. Spotykamy nawet… misia.

Po krótkiej przerwie na obcowanie z naturą (i siedzeniami autokaru) wracamy do napawania się widokami architektury. Zewnętrzne schody przeciwpożarowe przypominają nam nieco SoHo – awangardową dzielnicę Manhatanu w NY, zamieszkiwaną głównie przez znanych artystów.

W dzielnicy chińskiej spędzamy niewiele czasu. Wystarczy pół godziny, aby odhaczyć ją na liście zwiedzania.

San Francisco słynie z Golden Gate, ale mostów w mieście jest więcej. Każdy uwodzi na swój niepowtarzalny sposób. Nam szczególnie podoba się Bay Bridge, imponujący pod względem długości..

Podczas spaceru w kierunku Pier 39, jednej z bardziej znanych plaży San Fran, szukamy wzrokiem Coit Tower – wieży zbudowanej na jednym ze wzgórz w 1933 roku przez Lillie Hitchcock Coit. Lillie zapisała na ten cel w swoim testamencie jedną ze swoich posiadłości. W wolnym tłumaczeniu odpowiedni zapis w jej testamencie brzmi: „wydajcie je w odpowiedni sposób w celu upiększenia miasta – miasta, które zawsze kochałam.”

Patrząc na zatokę, cierpliwie wyglądamy lwów morskich, jednak tym razem natura nie jest dla nas łaskawa, a szczęście nie dopisuje. Nie dostrzegamy ani jednego futrzaka, mimo że zwykle leniwym dywanem pokrywają drewniane platformy.

Przypominamy sobie, że chcemy przejść najdziwniejszym odcinkiem Lombard Street, który charakteryzuje się ośmioma tak ostrymi zakrętami, że musi być jednokierunkowy i nie zmieści się na niej żaden duży i długi samochód. Wdrapujemy się więc cierpliwie w jego kierunku, ponownie podziwiając widoki z Alcatraz w tle. Po drodze mijają nas zabytkowe tramwaje, tzw. Cable Cars. Można przejechać się jednym z nich za około 8 Euro.

Na koniec ulegamy pokusie i udajemy się na Lands End, aby ponownie obejrzeć zachód słońca nad Oceanem. Słońce znika za horyzontem pochłonięte przez wodę. To naprawdę koniec naszej podróży.

Tegoroczny wyjazd był naprawdę wspaniały i doszedł do skutku nie tylko dzięki naszej ciężkiej pracy, uporowi oraz cierpliwości w dążeniu do celu. Współtwórcami naszego sukcesu są niezwykli Ludzie i wspaniałe Firmy, które zdecydowały się obdarzyć nas zaufaniem i udzielić wsparcia finansowego.

Wszystkim tym Cudownym Sponsorom, Mentorom i Patronom dziękujemy!

Za możliwość reprezentowania kraju na arenie międzynarodowej i wyruszenia w podróż, jakiej najciekawsi świata Odyseusze mogą nam pozazdrościć.

 

Kilka słów o programie

Odyseja Umysłu to międzynarodowy program edukacyjny rozwijający u młodych ludzi zdolności twórcze. Uczy kreatywnego i krytycznego myślenia. Uczestnicy angażują się w rozwiązywanie problemów rozbieżnych, czyli mających wiele rozwiązań. Drużyna przechodzi przez mozolny i jednocześnie fascynujący proces przygotowania przedstawienia, pracując nad autorskim scenariuszem, wykonując stroje i budując scenografię. Równolegle nabiera biegłości w rozwiązywaniu problemów spontanicznych, które podczas kolejnych etapów konkursu należy rozwiązać w maksymalnie kilkanaście minut. Udział w programie Odysei Umysłu jest równoznaczny z odbyciem jedynej w swoim rodzaju umysłowej podróży, podczas której nawiązuje się przyjaźnie, uczy współpracy i wykorzystywania swoich najlepszych cech.

Drużyny V LO w Gdańsku trzy razy z rzędu zajęły I miejsce w finałach ogólnopolskich i wyjechały do USA, aby reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej. W 2017 i 2018 każda z drużyn zdobyła tytuł laureata, zajmując kolejno 4. i 3. miejsce na świecie (w obu przypadkach pokonując ponad 50 zespołów).

Skład drużyny ROAR Theatre VLO 2018:

Anna Koczyk, Jan Bogdziewicz, Kajetan Dulian, Jakub Flik, Cezary Walkiewicz

trener: Dorota Drzewińska-Bandzmer

Dorota Bandzmer

http://biblioteka.vlo.gda.pl/wp-content/uploads/2016/01/IMG2401-e1452627292338.jpg