„Piaskowa góra” – kiedy marzenia przechodzą kwarantannę w wielkiej płycie…

Kolejny tydzień szkolnej kwarantanny w obawie przed atakiem wirus Covid-19, zdalne nauczanie mimo przeciążenia serwerów jakby w toku, wszyscy albo śpią, albo panikują, ewentualnie wypożyczają psa sąsiada, by pójść bezkarnie na długi spacer bez narażenia się na mandat. Świat zwariował, nic nie jest normalne. Nawet to, że domowe biblioteczki przechodzą renesans potrzeby swojego istnienia. Czas pozostały po czynnościach obowiązkowych, kiedy już z paczkomatu wyjmiemy kolejny karton z żelem antybakteryjnym i kawą do ekspresu, kiedy przestaniemy się szarpać z córką lub siostrą o wspólnego laptopa z mikrofonem i kamerą, kiedy przejrzymy statystyki zachorowań w kraju i na świecie, można wreszcie resztę czasu poświęcić książkom. Wybrać, przeczytać, napisać. Podzielić wrażeniami z lektury z innymi więźniami świata pod rządami  koronawirusa.

25 marca 2020 – dzień pierwszy – Piaskowa Góra Joanny Bator

Poznajcie Jadzię. Jadzia jest pulchna, raczej toczy się przez życie niż z gracją przez nie przemyka. Zaspokajając potrzeby ciała i umysłu, myśli głównie o czystości, której potrzebę zakorzeniła w niej matka tak głęboko, że nic nie jest w stanie tego pragnienia wykopać i zastąpić nowym nasadzeniem. Jadzia trafia na osiedle z wielkiej płyty z równie wielkimi marzeniami o materialnym dobrobycie zamkniętym w granicach własnej rodziny. To raczej kryształowe wazony szczelnie wypełniające meblościanki dużego pokoju wyznaczają potrzeby duchowe Jadzi, niż potrzeba wolności ograniczonej wprowadzeniem stanu wojennego. Uwrażliwienie Jadzi na potrzeby wyższego rzędu na szczęście lub na nieszczęście nigdy nie nastąpiło.

Wałbrzyska Piaskowa Góra, do której trafiają bohaterowie od początku niepokoi brzydotą i klaustrofobią przestrzeni. Obraz świata PRL-u, budowany przez Joannę Bator jest nieprzyjemny, trudno jednak przerwać lekturę, gdy autorka po mistrzowsku bombarduje czytelnika opisami skrajnie różnych perspektyw rozumienia  przeszłości i przyszłości, boleśnie oddając istotę opisywanego życia.

„Pod spodem Wałbrzycha jest węgiel, na wierzchu piasek i ludzie nawiani tu ze świata na miejsce wypędzonych”.  Bohaterów opowieści uwięzionych pod kloszem Piaskowej Góry śledzimy podczas niespełnionych miłości, zdrad, porównywania swojego statusu majątkowego ze stanem posiadania sąsiadów, oraz posługiwania się wiecznym językiem oczekiwań i gniewu.

Ludzie, rzucani przez historię jak ziarna piasku, w końcu poddają się swojemu przeznaczeniu. Nie ma sensu, będąc Jadzią, liczyć na to, że Stefan Chmura nauczy się okazywać żonie uczucia, a przede wszystkim w końcu ozłoci swą Dziunieczkę i wyprowadzi z węglowego Wałbrzycha w łatwiejsze do życia miejsce. Nie ma sensu, będąc Dominiką, oczekiwać, że Jadzia zaakceptuje córkę i pokocha ją równie mocno co jej zmarłą przy porodzie siostrę bliźniaczkę. Metkowanie jest nieodłączne ludziom i niezależne od czasów, w jakie wrzucił je chichot losu. Można być obserwowanym i krytykowanym, można być obiektem szyderstwa lub zawiści. Zawsze jednak pozostaje się w jakiegoś rodzaju zamknięciu. Może dlatego „Piaskową górę” czyta się z niemal fizycznym bólem i obawą, że podobny do mieszkańców Piaskowej Góry los, może w każdej chwili spotkać nas, ziarenka piasku wrzucane przez chichot losu w wybrane przez niego miejsce.

Lektura polecana nie tylko więźniom koronawirusa…

Dorota Bandzmer

http://biblioteka.vlo.gda.pl/wp-content/uploads/2016/01/IMG2401-e1452627292338.jpg